Mąż wrócił, nie pisze blooga ;).
Ostatnio teściowa nie jadła mojego obiadu, stwierdziła, że spierdoliłam :), tzn. rozgotowałam truchło, które rzuciła na stół (kurczaka) przywiezionego "synowej" jako... ,k..*wa, nie wiem co...prezent?!
Nie chcę prezentów i skakania wokół niedopitej baby. Teść za to podsumował: "przecież dobrze ugotowała, w sam raz dla starej baby- nie trzeba gryźć;)". Cudnie. Konwersacja skończyła się ripostą "cicho, kurwiarzu!". Ot, życie(...).
A tak w ogóle to nieciekawie: J. nie ma pracy, mamy niezapłaconą ratę za dom, wpierdzieliłam sie w Ori...me, żeby dorobić, ale czuję się jak cosmowska w tym pseudobiznesie, ONE maja piosenke przewodnią (czujecie?) i posługują się nowomową typu: "ten zapach -perfum-dodaje mi pewności siebie!", na co automatem stwierdziłam, ze musiałabym wypić flaon, żeby tak sie czuć (...).
A swoją drogą, zazdroszczę im takiego podejścia. Jestem porąbana. Boję się o kasę, która przekłada się na mleko dla dziecka i brak telefonów z banku. Chyba wysiadam: nie chce mi się seksu, mąż oglada redtube.
Skandynawski dramat psychologiczny, żenada...